Wracam do siebie

Jedno wydarzenie, właściwie jeden dzień spowodował, że wyruszyłam w najtrudniejszą życiową podróż. Budząc się kolejnego ranka, rozpoczęłam wędrówkę, a raczej tułaczkę, aby wreszcie odnaleźć siebie. Ścieżki nie było nigdzie widać.

Przetrwać, takie było pierwsze założenie. Z perspektywy czasu, ten pierwotny instynkt okazał się kluczowy. Potem mogłam pójść dalej. Stanąć twarzą w twarz ze sobą, zajrzeć w najgłębsze zakamarki duszy, odkryć mrok, wielokrotnie upaść, a potem spróbować wydostać się na zewnątrz. Zrozumieć, co jest dla mnie ważne, jak chcę żyć. Nauczyć się szczęścia i optymizmu. Pokochać siebie. Banały, ale najwyraźniej trudne do wykonania. Okazuje się, że kiedy jeden kryzys podąża za drugim, nie jest łatwo przestać być swoim krytykiem. Jedno jest pewne, to ja jestem dla siebie najważniejsza i to, co do siebie mówię, ma na mnie wielki wpływ. Kieruję do wnętrza pozytywne myśli i słowa. Nasłuchuję, kiedy realistka we mnie wybuchnie śmiechem. Nie muszę długo czekać. Zagłuszam ją, powtarzając akceptuję siebie, to co robię, jest ważne. Każdy wpis w dzienniku kończę słowami Kocham Cię!, a wszystko po to, by wreszcie zbudować pozytywny wizerunek, w moich oczach.

Kilkanaście miesięcy później, może dłużej, dzieje się coś niesłychanego. Wierzę w siebie i swoje możliwości. Wiem, czego oczekuję od innych i nie boję się samotności. Lubię to, co robię i będę się tego trzymać. Co więcej, nikomu nie muszę udowadniać swojej wartości, bo akurat jej jestem absolutnie pewna. Nie czekam na aprobatę, bo jej nie potrzebuję. Słowa innych nie budują mojego poczucia własnej wartości, sprawiają to moje słowa, moje myśli i moje działania. Wsparcie bliskich jest bardzo ważne, ale jeśli będę opierać się wyłącznie na tym, zawsze będę szukać poparcia gdzieś indziej.

Wszystko czego potrzebuję, fot. Anna Piekut

Wszystko czego potrzebuję, fot. Anna Piekut

Pewnego dnia budzi się we mnie ponurak. Myślę wtedy, że wszyscy inni wiodą szczęśliwe życie i robią ważne rzeczy. Myślę, że za wszystko zabieram się za późno i w momencie, w którym ja zaczynam, inni już dawno są na mecie, osiągając sukces. Przecież wiem, że to nieprawda. Szczęście dla każdego znaczy coś innego. To co dla mnie jest schematem, dla innych będzie kwintesencją radości. Paradoksalnie, jeden z najgorszych dni mojego życia wykorzystałam do zbudowania nowej wersji siebie. Sięgnęłam do swojego potencjału, odnalazłam pasję, odgrzebałam talenty, o których zapomniałam i wszystko co robię, przynosi mi satysfakcję. Ponurak chowa się w kącie, ale za jakiś czas ujrzę go ponownie. W końcu musi być równowaga.

I don"t really wanna fight no more śpiewała Tina Turner w jednej ze swoich najpiękniejszych piosenek. Pozwalam odejść przeszłości, nieważne kto miał rację, po czyjej stronie jest wina. Pora wreszcie zacząć żyć przyszłością. Przebyta droga pozwoliła zakończyć jeden etap, ale otworzyła kolejny. Na pewno również nie obędzie się bez niespodzianek.

Anna Piekut

Anna Piekut

Absolwentka studiów w WSP TWP w Warszawie o kierunku polityka społeczna.

Komentarze