Pomoc potrzebna od zaraz

Pomagam, bo chcę i mam możliwości. Ludzie mówią, że dobro wraca, a ja się pytam do kogo? Wolę, żeby moja pomoc zmotywowała innych lub chociaż skłoniła do refleksji, nie musi wracać do mnie. Z jednego prostego powodu. Nie robię tego dla własnych korzyści. Ja sobie poradzę, raz lepiej, raz gorzej, ale dam radę.

Przez kilka lat organizowałam w swojej firmie zbiórkę w ramach Szlachetnej Paczki. Zdecydowana większość osób chętnie przyłączała się do akcji, ale czasem słyszałam: mi nikt nie daje. Nawiasem mówiąc, mi też nikt nie daje, ale nie ogłaszam tego całemu światu, bo nikogo to nie obchodzi. Chcę to wspieram, a jeśli nie utożsamiam się z tematyką, grzecznie dziękuję. Nie ma potrzeby komentować, choćby z tego powodu, że jako osoba organizująca zbiórkę poświęcałam swój prywatny czas, aby wszystko skoordynować. Zbierałam pieniądze lub rzeczy, robiłam potrzebne zakupy, ładnie pakowałam paczki i na koniec uczestniczyłam w przekazaniu. Czasem potrzeby były tak skomplikowane, że szukałam wsparcia także na zewnątrz organizacji. Chcąc coś zrobić dla innych, trzeba być naprawdę cierpliwym. Mam nadzieję, że nigdy nie znajdę się po drugiej stronie. To byłoby na tyle w temacie pomocy ludziom.

Mogę zrobić więcej, fot. Ewa Kasińska

Mogę zrobić więcej, fot. Ewa Kasińska

Znacznie bardziej na sercu, leży mi los naszych mniejszych braci. Sprawa jest skomplikowana, bo pomimo ogromnej miłości do zwierząt, nie jestem w stanie zaangażować się na sto procent. Jestem wegetarianką od dwudziestu lat, uratowałam w ten sposób wiele istnień. Mogę zrobić naprawdę wiele, ale do schroniska nie pojadę. Mam przyjaciółkę, która jest wolontariuszką w Schronisku w Korabiewicach, za co ją podziwiam, ale ja nie potrafię. Problemem nie jest brak czasu ani chęci. Prawdziwą przeszkodą są oczy, które widzą krzywdę. Pracuję nad tym, aby się przełamać, w końcu dodatkowe ręce do pomocy zawsze są potrzebne. Na obecną chwilę robię to, co jestem w stanie. Miesięcznie przeznaczam określoną kwotę na darowizny dla dwóch organizacji pomagających zwierzętom. Fakt, odliczam to potem od podatku, ale zwrot jest niewielki. Co roku przekazuję 1% podatku na schronisko dla zwierząt. Czasem kupię karmę dla kotów w potrzebie, corocznie charytatywny kalendarz. Piszę na profilu adopcyjnym, który zresztą prowadzi ta sama przyjaciółka. Udostępniam potem te treści i zdjęcia na swoim profilu. W mijającym roku przekazałam kilka własnoręcznie wykonanych rzeczy na licytację, której celem było uzbieranie pieniędzy na leczenie psów.

W mojej opinii robię co mogę, tylko czasem zadaję sobie pytanie, czy aby na pewno nie mogę dać od siebie czegoś jeszcze? Dla organizacji społecznych pieniądze oznaczają przetrwanie, a dla pensjonariuszy schronisk ratunek. Tylko czy na pieniądzach pomoc ma się kończyć? Czy to, co robię sprawia, że mam czyste sumienie i nic już nie muszę?

W głębi serca uważam, że robię ciągle za mało. Zarzucam sobie, że przymykam oczy na krzywdę, udaję, że to się nie dzieje, bo nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że ludzie mogą być tak okrutni. Jednak nadchodzi czas podjęcia jakichś sensownych decyzji, bo tak trzeba. Nie dla mnie, żebym lepiej się poczuła, nie dla karmy, tylko dla innych, bo taka jest idea bezinteresownej pomocy.

Anna Piekut

Anna Piekut

Absolwentka studiów w WSP TWP w Warszawie o kierunku polityka społeczna.

Komentarze