Moje dwie wielkie pasje

Kiedy jestem sama w swoim mieszkaniu, mogę robić wszystko, co chcę. Mogę sprzątać i gotować, ale na samą myśl o tym serce wali mi ze strachu, niczym schwytanemu zwierzęciu. Ja mam inny plan na ten czas. Oddaję się we władanie swoim dwóm największym pasjom. Czytaniu i muzyce.

Książki to dla mnie bogactwo doznań. Wszystko zaczyna się w momencie, w którym zamawiam konkretną pozycję w księgarni. Ten dreszczyk emocji związany z wyczekiwaniem na upragnioną lekturę jest jak pierwsza rozmowa z kochankiem. Wiem, że będzie mój, ale jeszcze nie teraz. Muszę chwilę się wstrzymać, zachować szczątki godności, nie myśleć ciągle i nie zerkać co chwila na telefon, czy jest powiadomienie o nadejściu przesyłki do wybranego punktu odbioru.

Gdy wreszcie jakiś dobry człowiek ją tam dostarczy, nie przestaję o niej myśleć. Chcę natychmiast mieć ją w swoich rękach. Dotykać z rozkoszą okładki, przewracać z namaszczeniem każdą kartkę, gładzić i wąchać. Robię to z nieśmiałością, choć to nie pierwsza książka w moim życiu, ale także z nieokiełznaną ochotą na coraz więcej. Nie mogę się doczekać, aż zacznę ją czytać, zagłębiać się w nieznane rejony tej nowej historii. Z każdą chwilą wszystko inne przestaje być ważne, jak wtedy, gdy jestem z nim. Nie mogę przestać czytać, chcę wiedzieć więcej, chcę poznać kolejne losy bohaterów, ich myśli. Czuję jak ta opowieść wchodzi we mnie i już zostaje, do końca. Każdy moment przeżywam mocno, ale kiedy ta osobista relacja jest na finiszu, chcę aby jeszcze chwilę po zakończeniu została.

Kiedy lektura mnie wciągnie, ciężko pogodzić się z faktem, że więcej nie będzie. Do następnego razu. Wtedy też dam się uwieść pięknym słowom, zanurzę się w doskonale stworzone zdania i przepadnę w lekturze na długie godziny. Tak, istnieje takie prawdopodobieństwo, że jestem wariatką.

Pasja daje mi radość, fot. Anna Piekut

Pasja daje mi radość, fot. Anna Piekut

Z muzyką jest podobnie. Każdy akord ma znaczenie, każdy wyraz kompatybilny z nutą jest istotny. Moją miłością są słowa, ale dobrane do nich doskonałe dźwięki dają obietnicę, że wszystko razem ułoży się kompletny kawałek, który dostarczy mi niemałych przeżyć.

Muzyka jest dla mnie ważna od najmłodszych lat. Początkowo słuchałam tego, co akurat miałam pod ręką w rodzinnym domu. Czarnych płyt na czerwonym adapterze. W taki sposób kształtowały się moje gusta do momentu, kiedy świadomie zaczęłam wybierać, co mi się podoba, a czego nie dam rady znieść. Później była Lista Przebojów Programu 3 i wyczekiwanie na ulubiony utwór, który mogłam nagrać na kasetę. Co to była za radość, kiedy akurat leciał w całości.

W dorosłym życiu byłam z przyjaciółką na kilku koncertach i tak sobie myślę, że móc obcować z brzmieniem ulubionego artysty to kwintesencja tej mojej wielkiej miłości.

Dzisiaj muzyczna aplikacja udostępnia mi praktycznie wszystko, co kocham. Ciągle próbuję nieznanych smaków, nieustannie odkrywam coś nowego, tworzę playlisty. Mam też szczęście, że spotkałam w życiu człowieka, który często podsyła mi coś z przebogatej zawartości zgromadzonych zbiorów lub swoje nowe fascynacje, dzięki czemu granice mojego muzycznego świata stają się coraz bardziej rozległe. Mnie czasem też udaje się go czymś zaskoczyć, a pasja jest w tym najważniejsza.

Anna Piekut

Anna Piekut

Absolwentka studiów w WSP TWP w Warszawie o kierunku polityka społeczna.

Komentarze