Coś o nas bez was

To nie tak, że jestem introwertyczką, która nie lubi ludzi. Ja ich lubię, ale nie znoszę, kiedy wywierają na mnie naciski. Automatycznie się blokuję i zmieniam nastawienie na negatywne.

Zwłaszcza grupa powoduje, że wszyscy muszą mówić jednym głosem, a na wewnętrzne protesty nie ma miejsca. Takie ugrupowanie zazwyczaj ma przywódcę, który ma jedyną, słuszną rację i w zasadzie wymaga posłuszeństwa i jednogłośnego poparcia. Wyciąga wtedy na barykady wielkie hasła zaczerpnięte z literatury, które mają wzbudzić poczucie wspólnoty. Trochę mnie to śmieszy, ale dopóki nikt nie wywiera na mnie presji, nie przeszkadza mi to.

Nigdy nie zaakceptuję przymusu przynależności do organizacji, bo tak trzeba lub ktoś tak to wymyślił. Czy podpisanie deklaracji przystąpienia powoduje, że dopiero wtedy idea ma prawo stać się rzeczywistością? Jako osoba niezrzeszona mogę popierać wszelkie inicjatywy, bez szkody dla konkretnego ugrupowania i dla mojej wolności. Jeśli z głoszoną tezą w jakiś sposób się utożsamiam, wtedy sama jestem w stanie rozpocząć działania i podjąć walkę o wspólne cele, angażując w to innych. Aby zamanifestować swoje poglądy i poparcie, mogę zrobić wiele, pozostając w zgodzie ze sobą. W zależności od przedsięwzięcia i moich możliwości.

Nic nie muszę, fot. Anna Piekut

Nic nie muszę, fot. Anna Piekut

Strajk Kobiet – uczestniczyłam, bo wolność wyboru to dla mnie życiowe motto. Prawa Zwierząt – zawsze podpiszę stosowną petycję. Prawa pracownika – można na mnie liczyć. Uczestniczę w rozmowach, prowadzę negocjacje, próbując przekonać do naszych racji. Z różnym skutkiem, muszę przyznać. Z drugiej strony w grupie siła, ale ta siła z kolei próbuje zniszczyć indywidualne myślenie. A co jeżeli są jeszcze jakieś zakulisowe rozgrywki? Ja wierzę w ideę walki, ale nie wierzę w bezinteresowność niektórych ludzi, bo jak mówił Mark Twain: Istnieją zasadniczo dwa typy ludzi. Ludzie, którzy dokonują rzeczy, i ludzie, którzy twierdzą, że dokonali rzeczy. Pierwsza grupa jest mniej zatłoczona.

Pomimo tego, czasem nachodzą mnie myśli, że być może, dla dobra sprawy, warto schować do kieszeni legitymację niezależności i założyć mundur. Wtedy słyszę głos osoby, która siedzi naprzeciwko mnie i przemawia do mojego rozsądku i sumienia. Wiem już co robić.

Ludzie mają nieustanną potrzebę gromadzić się, żyć stadnie, uczestniczyć w przedsięwzięciach, razem jeść, pić i wiecznie o czymś rozmawiać. Dzielić się swoim życiem, porażkami i zwycięstwami. Pół biedy, gdy ma to jakiś cel i ktoś, niezbyt mi bliski, chce mi opowiedzieć fragment swojej codzienności, ale wielu z nich mówi, aby mówić, byle o sobie. Wtedy ja kiwam głową ze smutkiem lub z uśmiechem, w zależności od tematyki. Nie komentuję, nie oceniam. Nie rozumiem tej ochoty na opowiadanie o swoich prywatnych sprawach na forum publicznym. Czy to jest jakiś rodzaj spowiedzi? Dlaczego ludzie nie odczuwają potrzeby odosobnienia, choć na moment? Mogliby w tym czasie dopuścić do siebie swoje prawdziwe myśli oraz odczucia i co bardziej świadomi, doszliby do jakiś sensowych wniosków. Byłoby to z korzyścią dla nas wszystkich.

Anna Piekut

Anna Piekut

Absolwentka studiów w WSP TWP w Warszawie o kierunku polityka społeczna.

Komentarze