W imię Ojca i Syna

Biłeś żonę? Tak nie wolno. Oszukałeś sąsiada? Nie rób tego następnym razem. Skłamałeś? Lepiej mówić prawdę. Ukradłeś? Oddaj. Jednak to, że opuściłeś trzy tygodnie temu mszę...

Punktualnie 9:50 wchodzą do kościoła, żegnając się święconą wodą. On próbuje ukryć drżenie rąk i liczy na to, że nikt nie zauważy jego przekrwionych oczu, czerwonego nosa. Ona nałożyła więcej pudru niż zwykle na siniak pod okiem i ubrała się w najlepszą garsonkę. Mini – niech sobie nie myślą. Wchodzą razem. Oto wzorcowe katolickie małżeństwo.

Jeszcze tylko naprędce się wyspowiadają. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, amen. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Biłeś żonę? Tak nie wolno. Oszukałeś sąsiada? Nie rób tego następnym razem. Skłamałeś? Lepiej mówić prawdę. Ukradłeś? Oddaj. Jednak to, że opuściłeś trzy tygodnie temu mszę… co się stało? Jak to? Dlaczego?
Wyzwałaś dziecko? Pomódl się do Najświętszej Maryi Panny. Rozpuściłaś nieprawdziwą plotkę? Tak się nie godzi. Zdradziłaś męża? Bóg ci wybaczy! Powiedz tylko, dlaczego nie widziałem cię na mszy ostatnim razem, to dopiero obraza boska!

W imię Ojca i Syna, fot. congerdesign, CC0

fot. congerdesign, CC0

I w końcu ulga. Wyczekane puk, puk, puk w konfesjonał. Dziesięć zdrowasiek, dziesięć ojczenaszów i można iść dalej z podniesioną głową. Z wyższością spoglądać na tak zwanych rozwodników i co gorsza rozwodniczki, którzy za nic mając świętość rodziny, splugawili sakrament małżeństwa. Na tych wszystkich, którzy nie mają tego co oni – idealnej, polskiej rodziny.

Jak to dobrze, móc z politowaniem powiedzieć do tych, którzy wprost twierdzą, że nie wierzą, że może jeszcze otrzymają łaskę wiary. Jak to miło i błogo móc schować się w przyćmionym świetle kościelnych lamp z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Z poczuciem, że dało się więcej na tacę, odmówiło co trzeba i sprawa załatwiona.

A że sama msza nudna? Cóż, trzeba odsiedzieć swoje. Kto by tam słuchał w kółko tego samego? Myśli odpływają zupełnie gdzie indziej. A ta Robakowa to się odstawiła! Ciekawe za co, pewnie ma nowego gacha. A ten spod piątki to udaje takiego świętoszka, a wszyscy wiedzą, że żonę zdradza na prawo i lewo. A pieniędzy to się dorobił na podejrzanych interesach.

Idźcie w poko – o – ju Chrystusa!
No, Bogu niech będą dzięki.

Można z podniesioną głową wrócić do domu. Ten powrót, to wyjście z kościoła, to ich chwila triumfu. Niech inni widzą. Niech zazdroszczą. Dobrego męża, dobrej żony. Świętej rodziny.
Potem już tylko normalnie, jak co niedziela po kościele. Wódka na stół.

Lucyna Juchiewicz

Lucyna Juchiewicz

Copywriter z krwi i kości. Polonistka.

Lubi psychologię, zwierzęta i kajakarstwo.
Po nocach, zamiast się wysypiać, czyta książki i ogląda filmy.

Inne tego autora:

Komentarze