Wszystkiego najlepszego, tfu!

Kiedyś uważałam, że składanie życzeń ogólnych jest nudne do granic możliwości i choćby nie wiem co, zawsze starałam się powiedzieć parę słów świadczących o tym, że wiem, o czym marzy dana osoba i czego potrzeba jej do szczęścia.

W wieku lat około 30 (chyba jednak dość późno) zauważyłam jedną prawidłowość – niemal żadne z życzeń składanych mi przy wszystkich możliwych okazjach się nie spełniło. Wręcz przeciwnie. Życzyli mi zdrowia, choć byłam zdrowa, teraz zdrowie mi podupada. Życzyli mi szczęścia mnóstwo razy, a jestem szczęśliwa, jak mam chociaż święty spokój. Życzyli mi radości, którą i tak miałam, ale ostatnio z nią coraz słabiej. Życzyli mi pomyślności, a wszystko idzie jak po grudzie. Więc już się boję, czego mi będą życzyć w kolejną rocznicę czegoś-tam.

Już lepiej niech mnie przeklinają. Z tego co wiem, trzeba z przekleństwami bardzo uważać, bo często się spełniają (!). Dlatego jestem ogromnie wdzięczna mojej przyjaciółce, która użerając się ze swoim remontem i nie znajdując u mnie specjalnego zrozumienia (bo nie mam mieszkania i niech nikt się nie waży mi go życzyć), rzuciła w moją stronę przekleństwo: a żebyś też miała takie problemy! Jezusie, oby się spełniło!

fot. Heung Soon, CC0

fot. Heung Soon, CC0

Kiedyś uważałam, że składanie życzeń ogólnych, w stylu zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń jest nudne do granic możliwości i choćby nie wiem co, zawsze starałam się powiedzieć parę słów świadczących o tym, że wiem, o czym marzy dana osoba i czego potrzeba jej do szczęścia. Jednak obecnie całkowicie zmieniłam zdanie i twierdzę z całym przekonaniem, że im bardziej banalne życzenia, tym lepiej… a przede wszystkim bezpieczniej.

Dlaczego tak odeszłam od swojego pierwotnego zdania? Po tym, jak była teściowa przy każdej okazji życzyła mi miłości (sugerując, że skoro nie jestem z jej synem, to pewnikiem mi jej musi brakować). Po tym, jak koleżanka życzyła mi ułożenia sobie życia (a przecież było bardzo skrupulatnie ułożone i udane, że mucha nie siada!). Po tym, jak sama życzyłam ciotce zadowolenia z dzieci, gdy jeden z jej synów siedział w areszcie. I w końcu po tym, jak znajoma zaczęła składać mi życzenia, bym znalazła sobie przyjaciół, choć moje trzyosobowe grono całkowicie mi wystarczało (i wystarcza).

Lepiej więc nie składać życzeń, bo i tak się nie spełniają, a nawet mogą przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Lepiej też unikać życzeń niby-to bardziej bezpiecznych (nie dostać wymarzonej podwyżki to pryszcz w porównaniu z utratą zdrowia). Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Polecam ciche rzucanie przekleństw w stylu A żebyś nie wiedział, co z forsą zrobić!, A żebyś tak schudła, że wszystkie ciuchy będą ci za duże!, Żebyście dostali ten kredyt na 30 lat!.

Lila Górska

Lila Górska

Copywriter z krwi i kości. Polonistka.

Lubi psychologię, zwierzęta i kajakarstwo.
Po nocach, zamiast się wysypiać, czyta książki i ogląda filmy.

Inne tego autora:

Komentarze