Rockowy biznes

Globalizacja sprawiła, że artysta, którego wielu mogło podziwiać kiedyś co najwyżej w telewizji, teraz pojawia się na wyciągnięcie ręki. Coraz więcej osób chce zobaczyć swojego idola na żywo, bo w końcu ma taką możliwość. Możliwość, którą dają im organizatorzy koncertów.

Muzyczny świat obiegła wstrząsająca wiadomość – lider U2, Bono, stracił głos podczas koncertu w Berlinie. Zespół zagrał cztery utwory, po czym wokalista z trudem oświadczył, że coś z jego głosem jest nie tak i nie mogą kontynuować występu. Podobny przypadek zdarzył się niedawno innemu znanemu frontmenowi. Lider Pearl Jam, Eddie Vedder w ubiegłym roku odwołał koncert z tego samego powodu – struny głosowe odmówiły posłuszeństwa i na kilka miesięcy zespół zawiesił działalność koncertową.

Pytanie, czy to przypadek, po prostu przypadłość, która ma prawo dotknąć osobę mocno eksploatującą swój głos, czy może, przy zachowaniu pewnych zasad, można było tego uniknąć?

Gwiazdy rocka nie mają dziś łatwo. Globalizacja sprawiła, że artysta, którego wielu mogło podziwiać kiedyś co najwyżej w telewizji, teraz pojawia się na wyciągnięcie ręki. Coraz więcej osób chce zobaczyć swojego idola na żywo, bo w końcu ma taką możliwość. Możliwość, którą dają im organizatorzy koncertów. Bywa, że odbywają się one dzień po dniu, pewnie z powodów praktycznych. Niestety, głos to nie maszyna i czasem odmówi posłuszeństwa.

Rockowy biznes, fot. MikesPhotos, CC0

fot. MikesPhotos, CC0

Wszystko, co przynosi duże zyski jest do bólu skomercjalizowane, także koncerty rockowe. Odnoszę wrażenie, że coraz bardziej wykorzystuje się tu tych, dla których to wszystko się tworzy, oddanych fanów. Wykorzystuje się chęć bycia blisko ukochanego wykonawcy, wciąż powiększając znacznie droższe strefy Golden Circle. Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, gdy zamiast pod sceną, uczestnik koncertu znajduje się w połowie odległości od niej! Ceny biletów to osobny temat – jeśli jest takie zainteresowanie ostatnim koncertem Black Sabbath, to dlaczego nie brać za niego 500 zł? Fan i tak zapłaci, bo to dla niego niepowtarzalne wydarzenie. A co dostanie? To już zależy – od szczęścia, formy idola, czasem zbiegu okoliczności – dźwięk na Stadionie Narodowym w Warszawie jest przyzwoitej jakości tylko wtedy, kiedy obiekt jest wypełniony ludźmi.

Fani U2 mieli szczęście. Okazało się, że niedyspozycja Bono to sprawa incydentalna i wkrótce znów będą mogli zobaczyć swoich ulubieńców na scenie. Bilety zachowują ważność; trochę gorzej mają ci, którzy przemierzyli wiele setek kilometrów. Jednak dla prawdziwego fana nie to jest najważniejsze. On tylko chce się cieszyć muzyczną ucztą. I oby twarde prawa show-biznesu go tego nie pozbawiały.

Piotr Słyszyński

Piotr Słyszyński

Absolwent socjologii i dziennikarstwa. Pasjonat muzyki, szczególnie rockowej i alternatywnej. Zainteresowany głównie polską kulturą.

Inne tego autora:

Komentarze