Aktorzy ze spalonego teatru

Jeszcze jakiś czas temu zupełnie inaczej rozumiałam stwierdzenie: każdy gra w życiu różne role: żony, męża, matki, ojca, córki, syna, pracownika, kierowcy, turysty i tak dalej. Wydaje się jednak, że owo granie ról wielu ludzi bierze zbyt poważnie. Granie to granie.

Weźmy na przykład taką sytuację. Ostatnio spędziłam z dawno niewidzianą koleżanką miłe popołudnie w kawiarni. Miłe było do czasu, gdy przyszło towarzystwo, które zasiadło tuż obok nas przy stole. Ależ nie, samo towarzystwo nam nie przeszkadzało. Rozmawiało kulturalnie, półgłosem. Tylko on jeden, ten gwiazdor, musiał bez przerwy zaznaczać swoją obecność, siląc się na nieśmieszne żarty, z których towarzysze śmiali się z grzeczności. Ale jeden żart o słabym odzewie nie zniechęcił wodzireja. Zaczął sypać ich więcej, zadowolony z tego, że zabawia całe towarzystwo. Pogratulować konsekwencji.

fot. Tibor Janosi Mozes/tiburi, CC0

fot. Tibor Janosi Mozes/tiburi, CC0

Albo taka rozmowa synowej z teściową. A może byś sobie, córeczko, te zasłonki zmieniła. Takie ci się podobają? Słodycz leje się ze sceny. Nie, mamusiu, kupowałam je razem z twoim syneczkiem i to on się na nie uparł. Robi się dramatycznie. No, ale może byście zaczęli Kubusiowi dawać gluten? Chyba troszkę przesadzacie z tą alergią, kochani? Dzieci – grząski teren. Mamuś, jesteśmy rodzicami i najlepiej wiemy, co dawać, a co nie. Napięcie narasta. Za moich czasów żadne dziecko nie miało alergii. Wszystko się jadło i nikt nie wymyślał. W tym momencie sprawy mogą się rozwinąć dwojako. Po pierwsze, synowa nie chce kłótni i wysyła na pogaduszki męża. Po drugie, jeśli jest z tych, co nie pozwolą sobie w kaszę dmuchać, stanie się przyczyną tragi(komicznego) zakończenia objawiającego się obrażoną i urażoną miną teściowej i znamiennym: przecież ja chcę dla was jak najlepiej.

A już mąż i żona to aktorzy pierwszej wody. Mili dla siebie, zapatrzeni w swe oczęta. Jak on ją kocha, jak ona jego! Jak się przytulają, jak idą pod rękę! Przecież widownia obserwuje. Jednak, gdy nikogo nie ma lub gdy znajdzie się usłużna koleżanka czy kolega, chcący wysłuchać narzekań… O, nie poznalibyście, że to ta sama para. Kiedyś miałam okazję spotkać się z jedną z takich żon. Opowieściom, jaki to on denerwujący, jaki ciamajda, jak nic nie zrobi w domu, nie było końca. Nagle telefon. Ona zła: O, dzwoni. Nawet teraz musi mi d… zawracać. I zaraz potem, do telefonu, najsłodszym głosem świata: Tak, koteczku?

Lucyna Juchiewicz

Lucyna Juchiewicz

Copywriter z krwi i kości. Polonistka.

Lubi psychologię, zwierzęta i kajakarstwo.
Po nocach, zamiast się wysypiać, czyta książki i ogląda filmy.

Inne tego autora:

Komentarze