Życie jak poemat

Daty, rocznice i nowe, dość nieoczekiwane, wydarzenia w moim życiu, sprawiły (być może), że spojrzałam wstecz. Dawno tego nie robiłam, mając na celowniku raczej to, co przede mną. Mam nadzieję, że to, co już było, wpłynie na to, co będzie.

Myślę dość przekornie, bo zewsząd płyną głosy, że przeszłość trzeba zamknąć. Ja swoją zapuszkowałam, zakopałam głęboko, a klucz i wszystkie mapy prowadzące tam zniszczyłam. Jednak mam nieodparte wrażenie, że przeszłość i przyszłość właśnie się spotkały. Stoję na początku drogi, otwierając nowy rozdział swojego życia. Jestem sobą, nikim więcej.

Moje życie to moja historia, mój wiersz, moja książka. Zastanawiam się, do jakiej kategorii mogę je w ogóle zakwalifikować… Dramat? Może nie aż tak, choć miejscami zła passa ciągnie się bez końca. Komedia? Wątpliwe, chyba że uznam zuchwałe plany i optymistyczne oczekiwania za śmiechu warte. Romans? W tym temacie zostało jeszcze wiele pustych stron do zapisania. Podręcznik biznesowy? Raczej nikt by tego nie wydał, ewentualnie przygotowując od razu do druku erratę. Kusi mnie jednak, aby opisać swoją egzystencję. Prawdo, nie zwracaj na mnie zbyt bacznej uwagi – pisała Szymborska, a ja spróbuję nie koloryzować. Przepraszam z góry, że może nie być ciekawie.

Poezja codzienności, fot. Anna Piekut

Poezja codzienności, fot. Anna Piekut

Księżyc był w nowiu, kiedy rozległ się mój krzyk. Powitałam świat z pewnymi problemami natury fizycznej, psychiczne przyszły później. Dusza była na swoim miejscu i teraz też czasem daje o sobie znać. Czegoś mi ciągle brakowało, może to był deficyt miłości? Ojciec nie mógł być przecież jednocześnie matką. Goniłam szczęście albo częściej uciekałam przed nieszczęściem. Ktoś mnie przekonał, że zmierzam do nieba bram, ale szybko okazało się, że nie tędy droga. Zmieniłam zatem kierunek swojej włóczęgi po tym świecie. Wydaje się, że w tej chwili idę dobrą drogą. Mam wszystko, czego chcę: przyjaciół; kocicę; dom; wzrok, aby czytać ulubione książki, oglądać sportowe zmagania i przyglądać się każdej porze roku z równym zachwytem (zimą fascynacja otoczeniem spada, ale nigdy do zera); słuch, aby słyszeć ukochaną muzykę, odgłosy natury i piękne słowa skierowane prosto do mnie; kilka groszy w portfelu; nieznaczne ilości nadprogramowych kilogramów; ukończone studia; boskie włosy; trochę urody, inteligencji i talentu, ale przede wszystkim wiarę w siebie. Czego mi więcej potrzeba? Zawsze znajdzie się coś, czego nie mam, a co bym chciała, ale dobrze mi tutaj.

Czasem nachodzi mnie myśl, że wmówiłam sobie to szczęście, że codziennie nakładam maskę zadowolenia i sweter niezależności. Roztrząsam wtedy, że to nie są moje szmaty, że wkładam je, aby za wcześnie nie pogodzić się z losem. Potem przychodzą ciepłe noce, zielone dnie i wracam do siebie. Tak, to jest mój prawdziwy strój, a uśmiechnięta twarz jest bezsprzecznie także moja. Nieustannie nieuczesane myśli powstają w mojej głowie. Dlatego szukam poezji w codzienności, aby w rutynie znaleźć moją przystań.

Anna Piekut

Anna Piekut

Absolwentka studiów w WSP TWP w Warszawie o kierunku polityka społeczna.

Komentarze