Wolność słowa

O ile nie funkcjonujemy w kraju autorytarnym, możliwość krytykowania władzy, czyjegoś zachowania, wydaje się naszym przyrodzonym i niezbywalnym prawem. To nieodłączny element demokracji. Są jednak sytuacje, w których owa wolność słowa jest ograniczona.

Czy w rzeczywistości coś takiego, jak wolność słowa, w ogóle istnieje? Czy nie powinniśmy raczej mówić o wolności wyrażania poglądów? Wolność słowa de facto nie istnieje, możemy być przecież pociągnięci do odpowiedzialności za pomówienie, fałszywe oskarżenie, za znęcanie się psychiczne, za hejt czy choćby za podanie organom ścigania czy urzędom nieprawdziwych danych. Nie wolno nam w związku z tym mówić tego, na co mamy ochotę w każdej sytuacji. Gdzie jest zatem granica wolności słowa?

Kłamstwo w sferze publicznej

Z kłamstwem mamy do czynienia niezwykle często w debacie publicznej i widzę tego dwa najbardziej dobitne przykłady. Jednym z nich jest jakże banalne stwierdzenie, że politycy kłamią. Czy nie powinni być za to rozliczani? Na przykład ograniczeniem biernego prawa wyborczego, jeśli nie spełnią obietnic wyborczych? Czy w zasadzie nie można byłoby mówić o tym, że jeżeli polityk X obiecał, że nie będzie podnosił podatków, a później to zrobi, doszło do wyłudzenia? Mam na myśli wyłudzenie głosów, ale z tym wiążą się przecież dla polityka korzyści majątkowe. Czy nie mamy w takiej sytuacji do czynienia z oszustwem opisanym w kodeksie karnym?

fot. Kelly Sikkema, CC0

fot. Kelly Sikkema, CC0

Inną, być może jeszcze bardziej brzemienną w skutkach sytuacją jest dezinformacja. Jej efekty trudno jednoznacznie zmierzyć na podstawie czyjejś konkretnej wypowiedzi, ale żeby nie szukać daleko, nie możemy mieć wątpliwości, że duża część naszego społeczeństwa nie zaszczepiła się na COVID-19, ponieważ usłyszała od któregoś z polityków, celebrytów, że ta choroba nie istnieje albo nie trzeba się jej bać lub wyczytała to w Internecie. Ile osób, które w przeciwnym razie by się zaszczepiły, mają ci ludzie na sumieniu?

Wolność słowa w Internecie

Fala hejtu i kłamstwa, który wylewa się w Internecie, jest ogromna. Hejt i stalking można co prawda ścigać, jednak możliwość a realia to niestety zupełnie inne rzeczy. Najłatwiej byłoby więc postawić tę granicę w miejscu, w którym ktoś publicznie kłamie, na dodatek dotykając w ten sposób inne osoby. Dochodzi bowiem wówczas do realnej szkody i mamy do czynienia ze sprawcą i z ofiarą. Słowa, które wypowiadamy, wymykają się z granic wolności wówczas, kiedy mogą komuś poczynić niezasłużoną krzywdę, a biorąc pod uwagę, że w skrajnych sytuacjach przedstawione jako obelga lub fałszywa informacja mogą kogoś doprowadzić nawet do śmierci (w tym samobójczej), należałoby dać z jednej strony jak najwięcej swobód, zwłaszcza w wyrażaniu poglądów, z drugiej jednak strony postawić tamę i surowo karać w sytuacjach, kiedy ktoś, zwłaszcza publicznie, znacząco tę wolność przekracza.

Karol Graczyk

Karol Graczyk

Autor kilku książek, licznych recenzji, wywiadów, redaktor i korektor.
Obserwator nieustannie zachodzących przemian społecznych, gospodarczych i politycznych.

Komentarze