Warto(ść)

Dzień zbliża się do końca, a ja myślę o tym, co się wydarzyło wartego zapamiętania albo naprawy. Nie są to jakieś szczegółowe analizy, ale pewnego rodzaju podsumowanie.

Moje życie jest w sumie średnio ciekawe. Nic wielkiego w nim się nie dzieje. Dzień podobny do dnia. Szukać w tym jakiegoś wielkiego sensu, to rzecz z góry skazana na niepowodzenie.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że sens to rzeczy małe, codzienność. Zatem doceniam to, co się udało, choćby to było tylko przetrwanie, czy jedna mniej myśl, o ucieczce z tego świata. Tak, to jest coś. Wtedy robię plany na najbliższą przyszłość, czyli na kolejny dzień. Z radością zapisuję w kalendarzu rzeczy do zrobienia, snuję wizje wykraczające poza ramy przyzwoitości, ogłaszam światu swoje prawdy, robię śmiałe fotografie. Są na pewno ludzie, których to zainteresuje, ujrzą w tym wartość i docenią. Czuję, że jest moc, a to co robię, ma sens. Opłaca się mieć jakiś plan, nawet na krótki czas. Jego realizacja przynosi ogromną satysfakcję. Nadaje wartość, której tak bardzo potrzebuję.

Warto coś mieć, fot. Anna Piekiut

Warto coś mieć, fot. Anna Piekiut

Jeśli mowa o długoterminowym planowaniu, to w tym zakresie występują pewne trudności. Ograniczenia, które napotykam obecnie na swojej drodze, uniemożliwiają wypracowanie szczegółowego programu na przyszłość. Są długoterminowe idee, zamierzenia i marzenia. Realizuję je powoli i sukcesywnie, z różnym skutkiem. Stworzyłam tablicę, która odrobinę dziecinnie, nazywa się tablicą marzeń. Są na niej wielkie hasła: Rządzisz dziewczyno!, Pewna siebie, Piękna, Wszystko jest możliwe, Spokój, Szczęście, Joga i miłość, Projekt, Zrób plan. To jednak nie wszystko… umieściłam tam także symbole, które pomagają mi pisać, walczyć ze wszystkimi strachami, żyć zgodnie z fazami księżyca, otworzyć się na miłość i  uzyskać wewnętrzny spokój. Do tego połowę wielkości tablicy zajmuje ukochana Italia i nieznane Bieszczady, gdzie planuję wybrać się jesienią. Przechodzę obok niej kilka razy dziennie i zerkam. Stwierdzam z nieukrywaną satysfakcją, że wiele udało się zrealizować. Na razie jeszcze ją zostawię w takiej formie.

W chwilach głębszej refleksji pytam sama siebie, czy to wszystko ma sens? Przepraszam wielkie pytania za małe odpowiedzi – u Wisławy Szymborskiej zawsze znajdę właściwe argumenty. Oczywiście, że ma, ale tylko dla mnie i  tylko częściowo. Nie muszę robić nic wielkiego. Nie muszę zasłużyć sobie na pomnik, czy pozostawić ślad na tej ziemi. Wystarczą mi okruchy wspomnień w pamięci przyjaciół. Warto, aby przywołane przez nich wydarzenia wywoływały uśmiech na twarzy, a nie łzy w oczach.

Ostatnio byłam na spotkaniu z profesorem Jerzym Bralczykiem, organizowanym przez naszą Bibliotekę. Ten mądry człowiek powiedział między innymi, że nie wszystko musi mieć sens. Wobec takiego autorytetu moje wątpliwości, sensowne lub nie, znacznie się zmniejszyły. Warto czasem zadać sobie pytanie o treść czy cel życia. Wydaje mi się, że to ułatwia podejmowanie decyzji.

Anna Piekut

Anna Piekut

Absolwentka studiów w WSP TWP w Warszawie o kierunku polityka społeczna.

Komentarze