Szczęśliwa na wieki

Szczęście to dzisiaj pożądane uczucie. Nie doświadczać go, to być nudziarzem, zrzędą, kimś kto nie umie cieszyć się z życia.

Wtedy rodzi się pytanie, czy naprawdę każdego dnia mam być radosna i uśmiechnięta? Szukać pozytywnych myśli? Pomimo tego, że akurat świat nie jest dla mnie łaskawy i chętnie zanurzyłabym się w otchłań rozpaczy. Wskazane jest, aby dać upust właśnie jej, bo od ciągłego szczęścia można zwariować, a będąc na dnie, nie da się upaść niżej. Kuriozalnie, to wtedy można ujrzeć, że gdzieś tam przebija się światło.

Jeśli ktoś przesyła mi zdjęcie albo muzyczny kawałek, które mnie zupełnie nie ekscytują, to mam powiedzieć po prostu to mi się nie podoba, czy to jest ładne, ale obecnie poszukuję czegoś innego?
Udzielając pierwszej odpowiedzi, wyjdę na wiecznie niezadowoloną. Druga, politycznie poprawna, spowoduje wewnętrzny bunt, ale uratuje relację. Tylko jak długo można być bezbarwnym i udawać? I czy naprawdę wszystko musi mi się podobać? I czy fakt, że coś nie jest dla mnie oszałamiające, tak jak dla kogoś innego, czyni mnie zgorzkniałą i niepotrafiącą doszukać się piękna praktycznie we wszystkim? W takich rozważaniach można dojść do absurdów.

Szczęśliwa na wieki, fot. Anna Piekut

fot. Anna Piekut

Jestem optymistką z wyboru, nie z urodzenia. Długo uczyłam się jak nią zostać i przyznam, że łatwo nie było. Na świat patrzę z rezerwą, nie szukam na siłę dobrych rzeczy, bo rozglądając się wokół to wielkie wyzwanie. Ludziom, których spotykam na swojej drodze, a którzy są dla mnie ważni albo chciałabym żeby byli, ufam. Bywa tak, że spotyka mnie kolejny zawód na tym polu. I jak w tym doszukać się szczęścia? Może lepiej przejść nad stratami do porządku dziennego? Traktować innych i wydarzenia w moim życiu przedmiotowo. Ktoś był, a teraz go nie ma. Idę dalej. Liczyłam na konkretne rezultaty swoich działań, nie udało się, trudno, trzeba to przetrwać. Wydaje się to dobrym rozwiązaniem i jakby się dobrze przyjrzeć… optymistycznym. Czy to oznacza, że jestem w takich momentach szczęśliwa? Nie, nie jestem. Jestem rozczarowana, smutna, zła i przestaję wierzyć, że jeszcze cokolwiek mi się w życiu uda. Zaczynam analizować, gdzie i kiedy popełniłam błąd. Czasami do słusznych wniosków udaje się dojść po latach.

Odróżniam szczęście od optymizmu, który zagościł w moim życiu na dobre. Szczęście to grubszy temat. Mam swoje postulaty, które pomogą mi je osiągnąć. Mam też podejrzenia, że mogę nigdy nie osiągnąć tego permanentnego stanu. Prawdopodobnie jedynym miejscem, gdzie ludzie są wiecznie zadowoleni, są pewnego rodzaju zamknięte zakłady. Fakt jest taki, że szukam zajęć, ludzi i miejsc, które pozwolą mi być szczęśliwą – Niech się nie gniewa szczęście, że biorę je jak swoje – powtarzam za Wisławą Szymborską i dodaję od siebie – choć przez chwilę. Wiadomo, że tego uczucia nie da się zatrzymać na zawsze, ale można zachować chociaż wspomnienia. Niewątpliwie powinnam przywoływać tylko te dobre, ale zdarza się odwrotnie. Nie jest to złe, bo pamięć o przykrych wydarzeniach to nauka na przyszłość. Wszystko razem daje konkretną mieszankę, która u schyłku mojej wędrówki, powie mi żyłaś jak chciałaś, według własnej recepty na szczęście!

Anna Piekut

Anna Piekut

Absolwentka studiów w WSP TWP w Warszawie o kierunku polityka społeczna.

Komentarze