Surrealizm z rozsądku

Mózg szuka wzorców, logicznych powiązań, wytłumaczeń i wyjaśnień. Tak po prostu jest zbudowany. Co nie znaczy, że milczenie w naszej głowie nie oznacza nadchodzącej kanonady, gdy nasze puzzle się posypią.

Przypomniałem sobie ostatnio trzy pozycje, które zawsze napawały mnie niepokojem. Mowa o Głowie do wycierania Davida Lyncha, Begotten Edmunda Mehrige i Psie Andaluzyjskm Bunuela. Obejrzyjcie te filmy, jeśli chcecie zrozumieć, o czym będę pisał w kolejnych akapitach. Nie chcę Wam sprzedawać fabuły, zachęcać do wejścia w te światy, tylko podzielić się refleksją, jak wiele surrealizmu nas otacza. I czy można surrealizm ująć rozumem. Ale po kolei.

fot. ejaugsburg, CC0

fot. ejaugsburg, CC0

Ha! Teraz pewnie spodziewacie się wykładu z teorii surrealizmu. Nic z tego. Uważam swoich czytelników za inteligentnych, więc sami sobie poszukajcie i poczytajcie, co to takiego. Powiem tylko tyle – jeśli kręci Was liniowość, ścisłe wiązanie przyczyn i skutków oraz jasny i wyraźny przekaz – surrealizm nie jest dla Was. Ale dajcie mu szansę. Tylko nie zaczynajcie od wyżej wymienionych filmów. Bo wpadniecie w sam środek burzy, zamiast najpierw zrobić jej zdjęcie i zastanowić się czy chcecie jej doświadczyć.

Poczytaliście już o tym wariactwie, wiecie mniej więcej, o co chodzi? To jedziemy!

fot. Solomon Barroa, CC0

fot. Solomon Borroa, CC0

Surrealizm jest tak atrakcyjny dla niektórych, z prostego powodu. Nasze mózgi są zbudowane tak, żeby przyswajać z łatwością informacje, które spływają strumieniem. Logicznym, konsekwentnym. Surrealizm burzy te reguły i powoduje, że te strumienie są rozrywane, niszczone. I to może być niekomfortowe. Jest jednak nagroda. Bo jeśli uda nam się rozwikłać zagadkę scen, zgadnąć znaczenia elementów obrazu czy znaleźć wzór w utworze muzycznym – ośrodek nagrody w mózgu eksploduje. Dostajemy naturalny strzał substancji, które działają jak najlepsze stymulanty. Heroina, trawka czy inne produkty dla ćpaków się chowają. Czy możemy to jednak przenieść poza sztukę? Naturalnie.

Słyszeliście zapewne o teoriach spiskowych. Wiecie jak są zbudowane? Schemat jest prosty, surrealistyczny. Bierzemy dwa dowolne zdarzenia. Im bardziej od siebie oderwane faktologicznie, tym lepiej. Zestawiamy je razem i wymyślamy, w jaki sposób jedno mogło wyniknąć z drugiego. Jak jedno mogło spowodować drugie. Jeśli wymyślimy coś – pach! Mamy teorię spiskową. To nie tylko bardzo proste, ale żywcem wyjęte z surrealistycznego podręcznika. I spiski są satysfakcjonujące. Dla twórców, ale też dla odbiorców, którym proponujemy nić powiązania pomiędzy niezwiązanymi zdarzeniami, faktami. I „ujawnienie” takiego powiązania sprawia nam przyjemność. Tylko, tak jak zszycie prześcieradła z koszulką może być niezłym żartem, nie sprawia, że taka hybryda staje się funkcjonalna czy dobra.

fot. Gerhard Gellinger, CC0

fot. Gerhard Gellinger, CC0

Jeśli teraz wrócimy do surrealizmu. Może on być satysfakcjonujący dla ludzi, którzy (uwaga) lubią myśleć. I wbrew pozorom nigdy nie jest zlepkiem bzdur czy losowo dobranych elementów. Ma swój kształt, cel i intencje. Dla części to wystarczy, żeby szukać w takich formach czegoś więcej. Większość jednak nie znajduje w tak wysublimowanych formach wyzwania czy źródła przyjemności. A warto. Bo nie tylko uczymy się myśleć nieszablonowo, ale także rozwijamy nasza wyobraźnię i zmuszamy mózg do wysiłku na nieco innym, niż zwykle, poziomie.

Dlatego, jeśli szukacie nowych wrażeń, wyzwań czy treningu dla mózgu – polecam surrealizm w dowolnej formie. Jeśli nie zwariujecie, to się wzbogacicie. Mentalnie i kreatywnie. I zrozumiecie jeszcze jedną ważną rzecz. Faktów nie da się połączyć dowolnymi metodami czy „sznurkami”. Jakkolwiek byłoby to kuszące i sprawiające przyjemność – nie jest to droga do zrozumienia rzeczywistości. To jedynie sposób na uciszenie niemego krzyku, jaki podnosi mózg, gdy coś się nie klei. I nas to gniecie, dręczy, denerwuje. Wtedy dowolny element, pozornie pasujący do układanki, ucisza te wrzaski. Bo mózg szuka wzorców, logicznych powiązań, wytłumaczeń i wyjaśnień. Tak po prostu jest zbudowany. Co nie znaczy, że milczenie w naszej głowie nie oznacza nadchodzącej kanonady, gdy nasze puzzle się posypią. Ja lubię jak się wszystko rozwala, upadają teorie, sypią się zamki z piasku. Których w dzisiejszych czasach wyrasta bardzo dużo wokół nas… zdecydowanie za dużo. I surrealizm staje się niszą, sztuką zapomnianą, bo rozsądek podpowiada, że nic wokoło nie ma sensu.

Tylko, czy rzeczywiście tak jest?

Jakub Ciećwierz

Jakub Ciećwierz

Niedoszły absolwent kulturoznawstwa SWPS, korpo-szczur, internetowy szperacz i bloger.
Czciciel metalu, geek i niepoprawny mieszczuch.

Komentarze