Inni wiedzą lepiej

Zostałam wolontariuszką. Długo o tym myślałam, mając szereg wątpliwości, czy dam radę patrzeć na bezdomne zwierzęta? Czy będę miała czas? I czy w ogóle moja pomoc będzie potrzebna.

Szybko się okazało, że te myśli zupełnie bezpodstawnie zaprzątały moją głowę. Nie robię tego, aby poczuć się lepiej, ani też po to, aby dobro wróciło. Już to kiedyś pisałam. Robię to, bo chcę, a  jeśli chociaż jeden kociak znajdzie dobry dom dzięki mojej pracy, wtedy wiem, że to ma ogromny sens.

Kot to cudowne zwierzę, ma charakter i sposób bycia godne pozazdroszczenia. Jestem ich wielbicielką od lat. Teraz znalazłam sposób, aby swoje umiejętności wykorzystać w szlachetnym celu. Uznałam, że pisanie postów to za mało i postanowiłam zorganizować Kramik dla kociąt z Kociego Azylu. Przekazałam na ten cel trochę swojego rękodzieła, poprosiłam przyjaciół, rodzinę i znajomych o fanty. Moja inicjatywa spotkała się z ogromnie ciepłym przyjęciem. Ludzkie serca biją dla zwierząt. Rozpowszechniłam informacje w internecie, stworzyłam cegiełkę i rozpoczęły się pierwsze licytacje. Pełna wiary w ludzi i optymizmu, byłam pewna, że entuzjazm podzielą wszyscy zgromadzeni.

fot. Anna Piekut

fot. Anna Piekut

Pomyliłam się. Wśród stu osób znalazła się jedna, która w dość kiepsko zawoalowany sposób, udzielając cennych porad, skrytykowała moją pracę. Ja oczywiście rozumiem, że każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie, ale wygłaszając je, naprawdę warto wziąć pod uwagę całokształt i zastanowić się, jakie będą konsekwencje. Okazuje się, że nawet działając czysto charytatywnie, poświęcając wiele godzin prywatnego czasu, aby w ostatecznym rozrachunku pomóc potrzebującym zwierzakom, można spotkać kogoś, kto publicznie wygłosi swój pogląd, co jest źle robione, że za mało osób, że kiedyś było inaczej i nie należy tego zmieniać. Sama nie dała od siebie w zamian kompletnie nic. Nie kupiła symbolicznej cegiełki, nie wygrała żadnej licytacji, żądała zmian i powrotu do przeszłości. Nawiasem mówiąc, nie uzyskała szczególnego zainteresowania i poparcia. Niestety dla niej, ale z pozytywnym skutkiem dla kociaków robiłam swoje, z pomocą ludzi, którym zależało na powodzeniu tego przedsięwzięcia, a nie na potwierdzeniu własnego ja.

Ludzie mają ogromną łatwość w wygłaszaniu swoich opinii na temat życia i decyzji innych. Według nich zawsze coś może być lepiej, inaczej i w ogóle jak można się zachować w taki sposób. Nie będę ukrywać, że kiedyś też taka byłam. Dzisiaj, zastanowię się, co skłoniło kogoś do podjęcia akurat takiego wyboru. Może nie było to dla niej, dla niego wcale takie proste. Może okoliczności nie pozwalały na nic innego, a może po prostu ktoś tak chciał. Zawsze jest wiele niewiadomych, a każda sytuacja jest inna. Z boku wygląda to zupełnie inaczej, pomijając fakt, że ludzkie wybory nie mają w rzeczywistości żadnego wpływu na moje życie. Poza tym jest coś jeszcze, Polacy nie lubią jak inni Polacy są szczęśliwi – mam stale w pamięci słowa głównego bohatera filmu Hiacynt. Taka jest prawda i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej.

Anna Piekut

Anna Piekut

Absolwentka studiów w WSP TWP w Warszawie o kierunku polityka społeczna.

Komentarze