Ekologiczne samoograniczenia

Pompowanie opon, wymiana żarówek, ograniczenie podróży samochodem na rzecz zbiorowego transportu, ale broń boże nie samolotem, rezygnacja z mięsa, szybki prysznic zamiast długiej kąpieli, zakręcanie kranu podczas mycia zębów. Wszystkie te rozwiązania odwołują się do indywidualnych wyborów poszczególnych obywateli.

W 1988 roku Margaret Thatcher podnosząc z ziemi plastikowe opakowanie powiedziała dziennikarzom: To nie błąd rządu. To błąd ludzi, którzy wyrzucili je z pełną świadomością i lekkomyślnością. Jednak nie wspomniała ani słowem o producentach i sprzedawcach plastikowych opakowań, którzy na zawsze zmienili podejście do konsumpcji w zachodnim świecie, jednocześnie się przy tym bogacąc. Doskonale koresponduje to z tezą, że społeczeństwo nie istnieje. Liczą się tylko jednostki. Ten gest dał symboliczne podwaliny dla polityki indywidualizacji odpowiedzialności za katastrofę klimatyczną.

Wiele kampanii proekologicznych jest kierowanych do indywidualnego odbiorcy. W dokumencie Niewygodna prawda Al Gore diagnozuje coraz szybciej postępującą degradację środowiska naturalnego, głównie spowodowaną działalnością człowieka. Podsuwa też szereg rozwiązań. Jednak wszystkie odwołują się do indywidualnych wyborów poszczególnych obywateli. Pompowanie opon, wymiana żarówek, ograniczenie podróży samochodem na rzecz zbiorowego transportu, ale broń boże nie samolotem, rezygnacja z mięsa, szybki prysznic zamiast długiej kąpieli, zakręcanie kranu podczas mycia zębów itp. To pokłosie dominującego w panującym dyskursie myślenia o sobie jako o konsumencie, nie jako o obywatelu. Gore nie proponuje żadnych rozwiązań systemowych. Nie sugeruje podjęcia prób wywierania presji na rząd w celu zmiany obowiązującego prawa czy organizowania oporu względem dewastujących środowisko korporacji. Jedynie samoograniczania polegające na niejeżdżeniu, niejedzeniu, niekupowaniu. Kalwinizm XXI wieku. Takie podejście staje się zadziwiająco skutecznym biczem w rękach ekohejterów. Tworzy to tak kuriozalne sytuacje, kiedy przeprowadzona analiza śniadania Grety Thunberg, nastoletniej aktywistki klimatycznej, wykazała obecność sałatki w plastikowym opakowaniu. To wystarczyło, by okrzyknięto dziewczynę hipokrytką. Zdyskredytowano wszystko to, co mówi. Jeśli jesteś działaczem ekologicznym, ale zdarzy ci się wypić sok z plastikowej butelki, to nie możesz mieć w niczym racji. Oczywiście tego typu komentarze nie mają na celu otwarcia dyskusji, ale zamknięcie aktywistom ust. Są to próby zawstydzenia, obliczone na wypchnięcie z debaty publicznej. Problem dotyczący praktycznie każdego człowieka na ziemi.

fot. Guillaume de Germain, CC0

fot. Guillaume de Germain, CC0

Tymczasem odpowiedzialność za kryzys jest zrzucana na jednostki. Jednak jednostki nie wywołują tych kryzysów. Nie mają też narzędzi do ich rozwiązywania. Prezydent Francji, Emmanuel Macron, zaproponował podatek ekologiczny od paliwa. Opłata uderzyłaby głównie w niższe warstwy społeczne. Doprowadziło to do powstania antyrządowego ruchu Żółtych Kamizelek, który przez ponad pół roku masowo protestował na ulicach francuskich miast mocno ingerując w polityczny układ sił. Popularny wśród działaczy alt-right, myśliciel i coach, Jordan Peterson powiedział: Zanim zaczniesz naprawiać świat posprzątaj swój pokój. Ale co, jeśli bałagan panujący w tym metaforycznym pokoju wynika z sił zewnętrznych, których nie da się pokonać działając jedynie w horyzoncie własnego pokoju? Czy rzeczywiście można uratować planetę na własnym podwórku? Dane z USA jasno pokazują, że nie. Woda zużywana do celów komunalnych to jedynie 10% całości jej konsumpcji. Emisja dwutlenku węgla to 22%. Odpady komunalne, to tylko 3% wszystkich śmieci. A udział ludzi w konsumpcji energii nigdy nie przekracza 25%. Nawet gdyby wszyscy ludzie na ziemi z dnia na dzień stali się zapalonymi ekologami radykalnie ograniczając zużywane zasoby to w globalnym rozrachunku praktycznie nic to nie zmieni.

W tym wypadku, wygłaszane przez domorosłych ekonomistów prostackie rozumienie praw popytu i podaży, także nie ma odniesienia. Wciąż słyszymy, że marki odzieżowe albo firmy handlujące żywnością czy elektroniką co roku niszczą setki ton produktów, żeby nie zaniżać ich ceny. Dlatego także niekupowanie niekoniecznie oznacza nieprodukowanie. Jak widać na świecie nie brakuje żywności, odzieży czy nawet tak luksusowych sprzętów jak MacBooki. Jednak są one obiektem spekulacji. Te laptopy często idą do utylizacji wprost z taśmy produkcyjnej. Czy to właśnie zaletą globalnego kapitalizmu nie miało być optymalne zarządzanie zasobami?

Indywidualne działania proekologiczne w ramach obowiązującego dyskursu indywidualnej odpowiedzialności są skazane na porażkę. Jedynie systemowe zmiany, głównie prawne, ale też technologiczne są konieczne dla ratowania planety. Jednak na pewno staniemy przed wyborem pomiędzy rozwiązaniem racjonalnym z ekonomicznego punktu widzenia a korzystnym dla społeczeństwa. Po której stronie chcielibyśmy się znaleźć? Przypomnę tylko, że pieniędzy nie da się jeść.

Robert Traczyk

Robert Traczyk

Reżyser, dramaturg, autor opowiadań.

Absolwent Politechniki Wrocławskiej oraz reżyserii na wrocławskiej Akademii Sztuk Teatralnych.

Komentarze