Być kobietą, być kobietą... niezależną

Co właściwie czyni mnie niezależną? Własne pieniądze? Własne mieszkanie? Własne zdanie? A może to, że jestem sama i muszę polegać na sobie? Albo czyni mnie taką otoczenie, które przypięło mi tę konkretną etykietę?

Czy w ogóle istnieje taka możliwość, że jestem całkowicie niezależna od nikogo i niczego? Musiałabym chyba wstać od biurka, wyjść tak, jak stoję i iść przed siebie. Po namyśle stwierdzam, że to nie wchodzi w grę. Mam tu na miejscu kilka rzeczy, które czynią mnie panią swojego siedliszcza i jest mi z tym bardzo dobrze. Będę żyć po swojemu, z moimi ograniczeniami, i to jest największa zaleta niezależności.

Rachunek jest prosty. Jestem samodzielna, a w konsekwencji niezależna. Co nie oznacza, że czasem nie potrzebuję pomocy. Na szczęście umiem o nią prosić. Nie jestem wojującą feministką, choć za taką uważają mnie niektórzy mężczyźni, zwłaszcza ci, którzy ukochali patriarchat. Co nie oznacza, że nie chciałabym być chwilami nieporadną kokietką. Myślę, że byłoby mi wtedy łatwiej w życiu. Swoje zdolności aktorskie oceniam na całkiem przyzwoitym poziomie, ale taką rolę musiałabym długo ćwiczyć. Niektórzy twierdzą, że jestem dominatorką. Dlatego, że mam swoje zdanie i lubię dyskutować, czyli rozmawiać i wymieniać się poglądami. Co oznacza, że nie cierpię fundamentalistów, którzy moje prawo do własnych opinii i wyborów mają za nic. W takiej sytuacji odpuszczam. Niezależność ma swoje dobre i złe strony.

Wszystko jest we mnie, fot. Ewa Kasińska

Wszystko jest we mnie, fot. Ewa Kasińska

Jakiś czas temu ktoś mi powiedział, że jeśli chcę być niezależna, nie powinnam wchodzić w zależny związek. Przyznam, że nie bardzo zrozumiałam, co autor ma na myśli. Czy w każdym związku jest się zależnym od drugiej osoby? Czy może mój rozmówca pomylił zależność, z braniem pod uwagę zdania drugiej strony? Ja nie szukam Dowódcy, tylko partnera, choć akurat słowa szukam użyłam tutaj na wyrost.

W każdym razie wierzę w niezależność w związku. Nie chcę uwiesić się na mężczyźnie, który ze mną będzie, ale nie chcę także, aby mnie ograniczał. Chcę, żeby rozumiał moje pasje, zainteresowania, sposób życia i współuczestniczył w tym wszystkim. Z drugiej strony, chcę też mieć czas tylko dla siebie, swoich przyjaciół, wyjść na koncert i tego samego nie zabronię mężczyźnie. Całkowicie ponad tym jest poczucie, że gdy pewnego dnia, z różnych powodów, jego przy mnie zabraknie, dam sobie radę. Finansowo i mentalnie, bo w życiu nic nie jest pewne i praktycznie nic nie jest na zawsze. Ta świadomość dodaje mi mocy.

Pewność swojej wartości, co nie zawsze jest tożsame z pewnością siebie, siła oraz wiara, że zawsze sobie poradzę, to moje atuty. Z takim zestawem czuję się bezpieczniej podczas życiowych sztormów, ale także w codziennej normalności.

Anna Piekut

Anna Piekut

Absolwentka studiów w WSP TWP w Warszawie o kierunku polityka społeczna.

Komentarze