Życie kawą pisane

Poczułam subtelny aromat rozchodzący się po podniebieniu i delikatną, pieszczącą zmysły, orzechową nutę. Miałam wtedy wrażenie, że odkryłam jakąś ważną tajemnicę.

Świat dzieli się na kawoszy oraz miłośników herbaty. Ja od zawsze należę do pierwszej grupy. Będąc bardzo małą dziewczynką, przepadałam za ziarnami kawy – lubiłam je niemal tak, jak cukierki. Nie wiem, z czego wynikało to upodobanie, w końcu charakterystyczna goryczka powinna mnie raczej odrzucać, chętnie jednak sięgałam po osobliwy przysmak.

Kolejne kawowe wspomnienie wiążę z wakacyjnym pobytem w Kopenhadze u brata mojej mamy. Skończyłam wtedy siedem lat i z zafascynowaniem obserwowałam dorosłych, popijających parujący, smolisty napój z porcelanowych filiżanek. W pewnej chwili, bezwstydnie wykorzystałam ich nieuwagę, by skosztować zakazanego owocu. Do dziś pamiętam ten smak – jego wyrafinowaną głębię i świeżość. Wiedziałam, że, gdy nadejdzie czas, będę delektować się kawą.

Właściwy moment przyszedł szybko – podczas wizyty u szkolnej koleżanki, zostałam poczęstowana capuccino. Poczułam subtelny aromat rozchodzący się po podniebieniu i delikatną, pieszczącą zmysły, orzechową nutę. Miałam wtedy wrażenie, że odkryłam jakąś ważną tajemnicę. Za oknem padał rzęsisty deszcz, a my rozkoszowałyśmy się kawą i opowiadałyśmy o naszych wielkich, szczenięcych miłościach.

Życie kawą pisane, fot. Negative-Space, CC0

fot. Negative-Space, CC0

Następny przystanek to czasy studenckie. Trwała właśnie pierwsza sesja i wiedziałam, że kofeina oraz student to nieodłączna kombinacja. W styczniowe popołudnia zaparzałam więc wściekle mocne kawowe siekiery, po czym zasiadałam do książek. Pamiętam, że robiłam sobie małe przerwy we wkuwaniu, licytując się z koleżankami na gadu-gadu (tak, tak, pochodzę z ery dinozaurów), która wypiła więcej kaw i ile nocy poświęciłyśmy na powtarzanie materiału (szczerze mówiąc, podczas magisterki i doktoratu nigdy nie uczyłam się po nocach, ale zależało mi na integracji z dziewczynami). Niewprawiony w bojach organizm źle zareagował na końskie dawki kofeiny i w konsekwencji parę razy rzeczywiście nie spałam do rana. Dopiero później doszłam do wniosku, że kawa najlepiej smakuje w mniejszych ilościach.

Przychodząc do mojej pierwszej pracy, uświadomiłam sobie, że kawa może być synonimem wolności. To zaczerpnięcie oddechu, parę minut towarzyskich ploteczek, próba nabrania dystansu do zawodowych obowiązków. Pracownicza kawa bardzo się jednak różni od tej domowo-weekendowej. Kiedy mieszkanie wypełnia kawowy aromat, wiem, że mam wreszcie czas dla siebie. Uspokajam myśli i czuję się beztroska – zupełnie, jak wtedy, gdy w deszczowy dzień popijałam orzechowe capuccino.

Kawa to moja wierna towarzyszka. Doświadczyłyśmy w przeszłości wzlotów i upadków, ale po latach doszłyśmy do porozumienia. Niczym prawdziwa przyjaciółka, dodaje otuchy w chwilach smutku oraz świętuje moje sukcesy. Czasem wycisza, kiedy indziej napędza do działania. Wiem, że niezależnie od wszystkiego, pozostanie lojalną kompanką i zapiszemy jeszcze wiele wspólnych rozdziałów w księdze życia. Każdy będzie ciekawszy od poprzedniego.

Marta Wiktoria Kaszubowska

Marta Wiktoria Kaszubowska

Doktor filozofii, autorka dwóch powieści beletrystycznych - Zapach tytoniu i Brakujące ogniwo, kulturoznawca.

Strona internetowa:
linkedin.com/marta-wiktoria-kaszubowska

Inne tego autora:

Komentarze