Wszystko mogę, nic nie muszę

Życie faceta przed czterdziestką jest jak picie zimnej kawy z poprzedniego dnia: brakuje słodyczy, nie ma aromatu, na ciepło też nie masz co liczyć. Pijesz więc, żeby się nie zmarnowała...

Spotkania ze znajomymi po latach mogą być źródłem przyjemności, radości i kopalnią wspomnień. Najczęściej jednak organizowane spotkania klasowe, rocznice matury czy zakończenia studiów są w rzeczywistości festiwalem próżności. Nikt nie chce pokazać, że cokolwiek w życiu mu nie wyszło. Wszyscy są ludźmi sukcesu, a nawet pewne życiowe potknięcia w rzeczywistości były celowe i zamierzone. Jakiś czas temu przekonałem się, że spotkania takie zmuszają też do pewnego przewartościowania swojego dotychczasowego życia.

Spotkanie z okazji okrągłej, którejśtam rocznicy rozpoczęcia lub zakończenia szkoły, pozwoliło mi zapoznać się ze zdaniem mojego znajomego, którego, w zasadzie, w szkole raczej omijałem. Wyraził opinię, że my, w wieku 35 lat jesteśmy w tak komfortowej sytuacji, że w zasadzie niczego już nie musimy, a wszystko możemy. Nie wiem, dlaczego utkwiło mi w pamięci akurat zdanie człowieka, z którym kompletnie nie liczyłem się przed laty i uważałem za odklejonego od rzeczywistości. Mimo wszystko przeanalizowałem je na swój sposób i w pierwszym odruchu doszedłem do wniosku, że kolega nadal jest oderwany od ramy i niestety jego pocieszająca opinia jest całkowicie bezzasadna.

fot. Simon Hajducki, CC0

fot. Simon Hajducki, CC0

Trudno mówić, że będąc przed czterdziestką, nadal wszystko możemy. Nawet jeśliby na jakiś czas zapomnieć o pewnych fizycznych niemocach i o tym, że młodsi faceci wyprzedzają nas na bieżni albo gorszy dzień w pracy odbija się na wydajności łóżkowej. Z tym jeszcze można sobie poradzić odpowiednimi medykamentami czy sprytem wyniesionym wraz z życiowym doświadczeniem. Niestety mamy świadomość, że pewnych rzeczy już nie możemy albo zwyczajnie nie wypada. No bo jak tu pójść z niemal czterdziestoletnią dziewczyną (a najczęściej żoną) do parku na wino albo spontaniczne wybrać się do Zakopca. Co z dziećmi? Co ludzie powiedzą? Przecież już nie wypada! Z biegiem lat zaczynamy też rozumieć, że w zasadzie to możemy bardzo niewiele.

Co do tego, że nic już nie musimy, sprawa przedstawia się jeszcze mniej optymistycznie. Chyba kolega wygłaszający tę tezę zapomniał o kredycie i rachunkach, na których spłatę zasuwa nadgodziny. Zostając w pracy, zaniedbuje rodzinę, której próbuje zapewnić lepszy byt. I tak siedząc wieczorem przy pełnej szklance mocnego trunku, pomyślałem sobie, że życie faceta przed czterdziestką jest jak picie zimnej kawy z poprzedniego dnia: brakuje słodyczy, nie ma aromatu, na ciepło też nie masz co liczyć. Pijesz więc, żeby się nie zmarnowała, jednocześnie mając nadzieję, że może właśnie dzisiaj okaże się wyjątkowo smaczna.

Kilka dni później zrozumiałem nieco inaczej słowa mojego kolegi i chyba dopiero wtedy wyłapałem ich sens. Na cotygodniowym treningu bokserskim miałem okazję sparować z chłopakami, którzy chcąc dobić do mojej kategorii wiekowej, musieliby wchodzić do ringu parami. Kilka rund z nimi pozwoliło mi zrozumieć, że w zasadzie w tym starciu ja z moją metryką już nic nie muszę. To oni, napędzani nieprzebranymi zasobami testosteronu, muszą udowodnić, że są lepsi od starszego pana. Ja mogę tylko wybijać im to z głowy precyzyjnymi lewymi prostymi, trenowanymi od lat. I choć życie rzeczywiście czasem skazuje nas na zimną kawę, to przecież ktoś ją musi wypić. Znacznie lepiej jest myśleć, że to nasz osobisty wybór, że mogę, a nie muszę.

Komentarze