Normalna klasyczna rodzina

Spostrzeżenie może być subiektywne. Pokusiłem się więc o matematyczne podejście do tematu i wynik nawet mnie zaskoczył. Spośród osób, które mają dzieci, ponad trzydzieści procent znajomych wychowuje je samotnie, jest z już kolejnymi partnerami lub tworzy rodziny patchworkowe.

Rodzina to komórka, którą mężczyzna i kobieta, połączeni węzłem małżeńskim, tworzą wraz ze swoimi dziećmi. Taka definicja, zgodna z doktryną dominującego w naszym kraju kościoła katolickiego, jest bliska znacznej części Polaków. Choć pojęcie rodziny jest stosunkowo trudne do zdefiniowania i każdy inne relacje z daną grupą ludzi określa mianem rodziny, to jednak dwoje rodziców różnych płci i ich dzieci to charakterystyczny model rodziny dominujący przez tysiąclecia.

W ostatnim czasie jednak pojęcie normalnej rodziny wydaje się nieco zmieniać i trudno powiedzieć czy to dobrze. Przeglądając media społecznościowe i obserwując swoich znajomych w wieku 30+ z przerażeniem zauważyłem, że ogromny procent z nich nie żyje w normalnych rodzinach. Jeszcze kilka lat temu spotykaliśmy się na weselach, co kilka miesięcy u kogoś innego. Teraz część po rozwodzie, ktoś uparcie sam, a inni w kolejnych związkach albo nadal na kartę rowerową.

Spostrzeżenie może być subiektywne. Pokusiłem się więc o matematyczne podejście do tematu i wynik nawet mnie zaskoczył. Spośród osób, które mają dzieci, ponad trzydzieści procent znajomych wychowuje je samotnie, jest z już kolejnymi partnerami lub tworzy rodziny patchworkowe. Jeśli dodamy do tego singli, którzy, świadomie lub nie, są bezdzietni i sami, okazuje się, że stanowią oni większość. Mniej niż połowa znajomych bliższych lub dalszych tworzy klasyczne normalne rodziny.

fot. Simon Matzinger, CC0

fot. Simon Matzinger, CC0

Oczywiście można się upierać, że moja reprezentatywna grupa badanych to patologia w najczystszej postaci i obracam się w złych kręgach. Też tak pomyślałem, dlatego przeszukałem Internet i znalazłem pewne statystyki. Wbrew powszechnej opinii liczba rozwodów od wielu lat nie rośnie i utrzymuje się na podobnym poziomie. Różnice rokrocznie nie przekraczają kilku procent. Czy zatem nie mam racji?

Druga statystyka dotycząca liczby zawieranych małżeństw potwierdziła moje przypuszczenia. Od kilkunastu lat w dół. Statystycznie na trzy zawarte małżeństwa przypada jeden rozwód. Oczywiście w większych i średnich miastach te statystyki są znacznie powyżej średniej. Wychodzi na to, że niemal połowa dzieci w miastach pochodzi z niepełnych lub rozbitych rodzin. Okazuje się także, że raczej wolimy burzyć stare i budować od nowa, niż próbować naprawiać to, co kiedyś było imponujące. Niestety nasze dzieci właśnie takie wzorce od nas przejmują.

Pojawia się zatem pytanie, czy pojęcie normalna rodzina powinno się jeszcze odnosić do relacji wspomnianych na początku? Czy nie okaże się za kilka lat, że rodziny z dwojgiem rodziców będą uważane za śmieszne i staroświeckie? Czy my, normalni, nie powinniśmy już dziś wyjść na ulice albo postulować do wszechmocnych władz wszelakich o wieczne potępienie karty rowerowej i ponowne wprowadzenie podatku bykowego? Oczywiście po to, żeby znów żyło się normalnie.

Ja staram się nikomu do łóżka nie zaglądać i sam nie lubię, kiedy ktoś wściubia nos do mojego. Nie zamierzam też nikomu mówić, że małżeństwo jest dobre, a konkubinat zły. Wielu ludzi znalazło się w pewnych sytuacjach nie z własnej woli i mimo najszczerszych chęci do naprawy, trafili z drugiej strony na miłośnika nowych budowli. Jeśli ktoś czuje się szczęśliwy w danym związku, układzie lub całkowicie bez niego i nikogo przy tym nie krzywdzi, niech w ten sposób żyje. Każdy skuteczny sposób jest dobry. Tylko w całej tej dowolności nie zapominajmy, że jednak bez dwojga ludzi różnej płci i łączącego ich uczucia, nasz gatunek nie przetrwa. Klasyczna rodzina zawsze powinna być uznawana za tę normalną i do takiego układu powinniśmy dążyć. Tak już zadecydowała natura, a przy niej wciąż wyglądamy bezradnie jak niemowlęta.

Komentarze