Na barykadach

Stoimy sobie wszyscy na czarno, podrygując przy dźwiękach skomponowanych przez szalone czarownice.

Wtorek, 17:00. Mimo, że pogoda jest piękniejsza niż rok temu o tej porze, na placu gromadzi się mniej ludzi niż poprzednio. Mogłoby się wydawać, że jako mama z wózkiem będę speszona, jednak widzę sporo ciepłych uśmiechów, ochów i achów nad dzieckiem, które dodają otuchy.

To, co podoba mi się w zgromadzeniach różnego rodzaju, to poczucie wspólnoty. Nieznani sobie ludzie zgromadzeni w jednym celu, w różnym wieku, różnych płci, orientacji po prostu są razem, nie dogryzając jeden drugiemu za zachowanie, ubiór, przekonania. Jest spokojnie i przyjaźnie.

Stoimy sobie wszyscy na czarno, podrygując przy dźwiękach skomponowanych przez szalone czarownice. Widzę nawet pogo z wieszakami pod mini scenką, która łopocze na wietrze. Jest dobrze, choć napięcie zaczyna wzrastać, gdy na zegarze wybija godzina 18:00.

Po, dosłownie, drugiej strony barykady, 100 metrów od nas, zwraca uwagę wielki, biały transparent głoszący, iż aborcja to ludobójstwo XXI wieku. Zaraz, ludobójstwo? Aborcja? Zdjęcia martwych płodów, pieśni religijne wznoszone z pompatycznym wręcz zaangażowaniem.

Okrzyki bojowe, buczenie na polityków nienawidzących kobiet, buczenie nienawistne, nienawistne spojrzenia z obydwu stron. Podnoszenie w górę na przemian czarnych flag i białych. Środkowe palce w górze. Mordercy, śmiecie, zbrodniarze, kato-faszyści, idioci, nieuki… Gdyby nie obstawa policyjna, z obydwu stron poleciałyby jajka i pomidory.

Publiczne wyrażanie swego światopoglądu nie jest dzisiaj intelektualną debatą, w której obydwie strony oddzielone barykadą, zalewają siebie nawzajem argumentami popartymi badaniami, faktami, suchym głosem rozsądku. Coś takiego jak rozsądek nie istnieje w tej przestrzeni. Istnieje za to wkurzanie przeciwników, obrzucanie obelgami, jajkami, mentalnymi burakami i nieuzasadnionymi pomyjami. Zasłaniamy się argumentami, faktami naukowymi i historią, jednak giną gdzieś w tym tłumie, który wybucha, prędzej czy później. Miejsce na sensowną dyskusję zaczyna przypominać pole bitewne, na którym jedna strona, podburzona i sprowokowana przez drugą, zaczyna wyć.
Tak jak i nas prowokują i przeszkadzają biali wojownicy, zamiast zajrzeć do książki z biologii.

Ewelina Glapiak

Ewelina Glapiak

Pisarka, blogerka, marzycielka. Aspirująca programistka.

Obecnie studentka humanistyki drugiej generacji i młoda mama.

Miłośniczka gier komputerowych i fabularnych, internetowy no-life.

Strona internetowa: filizanka-z-piwem.

Inne tego autora:

Komentarze