Moda na klony

Według ikony mody Coco Chanel moda przemija, styl pozostaje. W Polsce kanon stylu wyznaczają wrony, między którymi należy krakać oraz obietnica piękna przypłaconego cierpieniem.

W ostatni weekend, na stacji warszawskiego metra, miałem okazję odbyć z koleżanką ze studiów krótką, ale ciekawą rozmowę na temat mody. Temat naszej dyskusji sprowadził się do licznych dziur, które miała na spodniach, a które wywoływały poruszenie. Stwierdziła, że od momentu ich włożenia usłyszała dość liczne pytania o to, czy aby nie zmarznie oraz sugestie, by zmieniła decyzję odnośnie stroju. Ostatnio z coraz większym zainteresowaniem przyglądam się stołecznym trendom w modzie. Moda na ciemne, poszarpane spodnie z dziurami i gołe kostki, mimo mrozów ma się doskonale. Choć oczywiście komentarzy dla takiej formy stroju nie brakuje. W tym momencie zawsze przypominają mi się słowa pewnej mieszkanki Londynu, która stwierdziła, że w brytyjskim mieście można wyjść z domu nawet w piżamie i nikt na to nie zwróci uwagi. W Warszawie, wyjście w takim nieoficjalnym stroju, niechybnie skończyłoby się na okładce pewnej gazety.

Podróżując komunikacją miejską w stolicy mam liczne okazje do tego, by podziwiać przykłady różnorodności tzw. stylu ulicy. Jedne są dobre, inne niezbyt udane. Oczywiście nadal istnieje dość liczna grupa osób wyjątkowo zaniedbanych. Ponoć strój stanowi o naszej identyfikacji społecznej i sygnalizuje status społeczny. Czyżby starsze panie w beretach chciały nam powiedzieć, że trzeci wiek to czas rewolucji?

Moda na klony, fot. Jerzy S. Tarłowski

fot. Jerzy S. Tarłowski

W ukochanym przez Polaków USA, standardy hollywoodzkiego, czerwonego dywanu wyznaczyła Joan Rivers, która przed galą Oskarów zadawała gwiazdom legendarne pytanie „Who are you wearing?”. Dziennikarka oczywiście nie pytała o to, czy aktorki dosłownie upolowały jakiegoś człowieka w celu pozyskania odzienia. Krótka relacja z zakupów gwiazd również nie służyła pokazaniu tego, jak astronomiczne kwoty potrafią niektóre panie wydać na ubranie „jednorazowego użytku”. Dzięki tej mini sondzie krytycy mody mogli pokazywać wzorce dobrego smaku i przykłady modowego faux pas.

Krytyka mody w Polsce również istnieje. Największymi komentatorami mody, poza charakterystycznie ubranym duetem, składającym się ze znanej modelki i stylisty, są najczęściej starsze panie i targani przez wiatry robotnicy. Zazwyczaj obie te grupy mają odmienne zdanie na temat mody. Panie preferują wyjściowe berety i stroje przypominające zakonne habity. Panowie natomiast preferują skąpe stroje i lotne sukienki, przysparzające okazji do wydawania radosnych gwizdów. Poza tym, styl polski od dekady ogranicza się do listy aktualnych promocji w większych sklepach sieciowych i radykalnych opinii na temat zbyt modnie ubranych ekscentryków.

Fason spodni, obecność dziur i kwiatki na czapkach Nowaków, to przecież naczelny powód agonii i bezsenności Kowalskiego. Jakby nie było, szafa Iksińskiej powinna podlegać kontroli trzech pokoleń i połowy miasta. Współczesna Polka zaglądając do szafy musi pamiętać o tym, że stylizacją, w której pojawi się w supermarkecie, reprezentuje cały naród. Panów również obowiązuje pewien dress code. Może zatem nadszedł najwyższy czas, by wzorem Republiki Ludowej, odrzucić kojarzoną z dekadencją i dewiantami modę i stworzyć narodowy mundur codzienny? Wówczas wszyscy rodacy mogliby w sposób jednolity budować oblicze kraju! Każdy obywatel otrzymywałby wybrane przez Ministerstwo Stroju spodenki, bluzki i sweterki, zgodne z obowiązującymi przepisami. Wówczas nikt nie mógłby się niepotrzebnie wyróżniać i każdy obywatel byłby w tym samym kolorze.

Podobno jednak w 1989 roku zmieniliśmy system polityczny. Może ze względu na transformację należałoby odrzucić nawyki poprzedniego systemu, w postaci mody na partyjne klony, i przyznać, że w demokracji spodenki i majtki nie mogą być powodem do zwoływania referendum? Niech zatem nadchodząca wiosna rozkwitnie w Naszych szafach dzięki różnorodnym fasonom i kolorystyce!

Jerzy S. Tarłowski

Jerzy S. Tarłowski

Muzeolog, kulturoznawca.
Miłośnik architektury i historii Warszawy.

W wolnych chwilach społecznik, podróżnik, plastyk i bloger.
Absolwent UKSW.

Komentarze