Grobing

Z dzieciństwa pamiętam te potwornie długie listopadowe wieczory, choć właściwie jeszcze popołudnia, bo słońce o tej porze roku zachodzi wyjątkowo wcześnie. A z tych wieczorów najbardziej zapadł mi w pamięć magiczny widok cmentarzy pełnych tysięcy światełek palących się zniczy, migających jak lampki na choince. Z daleka było widać unoszącą się nad cmentarzem łunę światła.

Ciągle chętnie wybieram się na cmentarz w Święto Zmarłych i nie tylko, by kontynuować tradycję – odwiedzając groby bliskich; ale również, by obserwować i uczestniczyć w niezwykłościach tego dnia. To, wbrew pozorom, jest nie tylko dzień zadumy i melancholii, ale kolorowa fiesta, która pobudza wszystkie zmysły. Lubię czuć i wchłaniać energię tego święta, które łączy w sobie tyle różnych uczuć i doznań.

Wszystkich Świętych ma swoją charakterystyczną woń: przede wszystkim składa się na nią zapach zapalonych zniczy, ale również mokrej od deszczu ziemi czy zgniłych liści. To święto, w które warto się również wsłuchać, na cmentarzu próżno szukać wtedy grobowej ciszy. Zewsząd rozmowy, szepty, powitania, plotki, a to wszystko miesza się z dźwiękami pieśni kościelnych poważnie rozbrzmiewających z przenośnych głośników.

Najciekawsza jest jednak strona wizualna. Szara na co dzień przestrzeń staje się barwna, a nawet pstrokata. Należy zauważyć, że istnieje duża różnorodność, jeśli chodzi o style przystrajanie grobów.

Najczęstszymi ozdobami są te tradycyjne: znicze i chryzantemy. Ale nie brakuje też elementów, które można byłoby uznać za kiczowate: patriotyczne znicze z orłem białym w kształcie granic Polski, elektryczne lampki, sztuczne kwiaty.
– Proszę pani, nie wiem, co to jest. Z Afryki, piękne, ozdobne. Prawdziwa okazja, taniej nie będzie – zachwala sprzedawca, a starsza pani wynegocjowawszy dwuzłotową zniżkę odchodzi z jaskrawym, egzotycznym, sztucznym kwiatkiem, by postawić go na grobie swojego męża. Tak dla pamięci.
Są też groby udekorowane w sposób subtelny i oryginalny. Moją uwagę przykuła mogiła ozdobiona leśnym mchem, iglastymi gałązkami, kamieniami i drobnymi kwiatkami.

Nie da się nie zauważyć, że przestrzeń wokół cmentarzy staje się swoistym jarmarkiem, gdzie obok kwiatów i zniczy sprzedaje się również balony z helem i watę cukrową. Ten kolorowy spektakl ma też swoich czarnych bohaterów. Wśród ludzi krążą historie, anegdoty o złodziejach cmentarnych, którzy zarabiają duże pieniądze sprzedając rzeczy skradzione wcześniej z grobów. Z drugiej strony, pierwszego listopada jest w ludziach dużo dobroci i empatii, takiej ponad podziałami. Na cmentarzach odbywają się zbiórki pieniędzy na cele charytatywne, a ludzie chętnie przekazują pieniądze. Bardzo wzruszały mnie pojedyncze znicze na starych mogiłach, również grobach Niemców, którzy kiedyś licznie zamieszkiwali moje rodzinne miasto, znicze na grobach żołnierzy, nie tylko polskich, ale też tych, którym przyszło zginąć na obczyźnie.

Czy dużo jest więc ironii w modnym ostatnio określeniu grobing? Pierwszy listopada to już nie tylko zwykłe, religijne święto. To prawdziwy towarzyskie wydarzenie, pełne kolorów, zapachów, niesamowitych opowieści. I choć jeszcze kulturowo za wcześnie na robienie sobie rodzinnego selfie przed nagrobkiem dziadka, to z pewnością grobing zasługuje na miejsce w czołówce wśród jesiennych pomysłów na dobrą zabawę dla całej rodziny.

Katarzyna Durajska

Katarzyna Durajska

Studentka etnologii i antropologii kulturowej na UJ.
Od dziecka zafascynowana podróżami, kulturową różnorodnością. Z radością poznaje ludzi z całego świata.

Komentarze