Ciche tortury

Towar deficytowy. Trudniej dostępny niż w czasach PRL-u sznurek do snopowiązałek. Choć deklarujemy, że za nią tęsknimy i nie marzymy o niczym innym, jak o ciszy właśnie i świętym spokoju, to chyba trochę się oszukujemy.

Tę naszą tęsknotę za ciszą wykorzystują marketingowo właściciele pensjonatów za wsią, a my z tęsknoty za brakiem hałasu pędzimy co tchu – do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych, z dala od cywilizacji rozciągnionych. Pędzimy, ale zabieramy ze sobą głośnik najnowszej generacji, który swoim umcyk umcyk zagłusza nam rechot ropuchy i śpiewy słowika o poranku. Pędzimy, ale wpierw upewniamy się, czy aby na pewno jest na miejscu telewizor z anteną satelitarną i WI-FI, które da nam łączność ze zgiełkiem tego świata.

Na co dzień zabijamy ciszę na każdym kroku – już do śniadania włączamy radio albo nawet telewizor, gdy jesteśmy sami w domu i mamy trochę czasu, to dzwonimy do kogoś, żeby pogadać o duperelach – byle tylko nie zostać sam na sam z ciszą. Cisza tak naprawdę nas przeraża – ona bowiem nie kłamie. Wystarczy czasem posłuchać polityków, którzy głoszą oczywiste banialuki. Im bardziej kłamią, tym głośniej krzyczą, jakby chcieli samych siebie przekonać do tego, co mówią, jakby chcieli zakrzyczeć ciszę, która mówi im: Łżesz jak bury pies!

Dlatego, chociaż dość mamy hałasujących samochodów, krzyczących pod blokiem dzieci czy kosiarek odpalanych w sobotę o szóstej rano, to kompletna cisza jest dla nas jeszcze bardziej przerażająca. Muzyką, pogaduszkami czy wiadomościami telewizyjnymi zagłuszamy prawdę, która mogłaby dotrzeć do naszej świadomości, uświadomić nam, że: Halo! Zrób coś ze swoim życiem, bo przecieka ci przez palce, przegrywie jeden! Wolimy włączyć obrady sejmu i dostać białej gorączki, słuchając toczących się tam kulturalnych dysput, niż usłyszeć własne myśli.

Ciche tortury, fot. fancycrave1, CC0

fot. fancycrave1, CC0

W kultowej antyutopii Orwella 1984 istniał pokój 101. Nikt nie chciał do niego trafić, bo tak naprawdę była to sala tortur, w której czekało na delikwentów to, co jest najstraszniejsze na świecie. Dla głównego bohatera były to szczury, dla kogoś innego być może odzieranie ze skóry lub przypalanie żywcem. Pewnie większości z nas takie historie przychodzą do głowy, gdy myślimy o tym, co nas przeraża.

Tymczasem straszniejsza niż najstraszniejsze tortury może być absolutna cisza. Kosmonauci przed wylotem w kosmos przechodzą wiele trudnych testów wytrzymałościowych. Wśród nich jest również test sprawdzający, jak radzą sobie z kompletną ciszą. Służy do tego komora, która pochłania niemal sto procent dźwięków. Przyrównuje się ją do najgorszych sal tortur. Tylko nieliczni są w stanie nie wpaść w panikę podczas tego okrutnego testu, gdy jedyne co słyszą, to swój oddech. coraz szybsze bicie serca i własne myśli.

Kiedy wymawiam słowo Cisza, niszczę ją – napisała w jednym z wierszy Wisława Szymborska. Łatwo pozbyć się ciszy. Trudniej się w nią wsłuchać i przyjąć do wiadomości to, co chce nam przekazać.
Ale może warto? Przynajmniej od czasu do czasu.

Urszula Gutowska

Urszula Gutowska

Dziennikarka, korektorka, copywriterka i filmowiec.
Pasjonatka gry w scrabble, fotografii ulicznej i słowa pisanego.

Inne tego autora:

Komentarze